Przy wyborach do landtagu w Saksonii-Anhalt CDU grozi dylemat: AfD wyraźnie przoduje. Koalicje wydają się trudne. Szef partii Merz ma ostre słowa, ale niewiele pola do manewru.
Friedrich Merz nie chce o tym już słyszeć. Że kiedyś zapowiadał, że chce rozbić AfD na pół: to było dawno. Wiele się zmieniło, mówi w letnim wywiadzie ARD. To po prostu inne czasy, w których AfD się wzmocniła.
Siła AfD w Saksonii-Anhalt
Tak silna jest AfD w Saksonii-Anhalt, że ma dwa razy większe poparcie niż CDU. Tutaj partia, którą krajowy urząd ds. ochrony konstytucji zaklasyfikował jako mającą cechy skrajnej prawicy, mogłaby potencjalnie wystawić premiera kraju związkowego. Uważa się za prawdopodobne, że wyjdzie z wyborów jako najsilniejsza siła.
CDU jest w sondażach daleko w tyle; według najnowszego sondażu przedwyborczego znajduje się 20 punktów procentowych za AfD. Kampanierzy w Saksonii-Anhalt częściowo obwiniają o to kanclerza Merza. „On jest kanclerzem zapowiedzi”, mówią. „Ludzie narzekają na niego.” W kampanii Merz trzyma się na uboczu; mówi się, że nie jest raczej pomocą na miejscu.
Scenariusze po wyborach
W Berlinie w CDU myślą już poza dniem wyborów. Przeprowadzane są różne scenariusze. Jeden z nich: AfD tworzy rząd samodzielny. Byłaby to dotkliwa porażka dla CDU. Po raz pierwszy w historii Republiki Federalnej partia o skrajnie prawicowym charakterze doszłaby do władzy.
W sondażach jednak raczej na to nie wygląda. Inne scenariusze są skomplikowane i mogą pociągnąć za sobą znaczne napięcia. I to ma związek z Lewicą. Może się bowiem zdarzyć, że AfD nie zdobędzie bezwzględnej większości, a jednocześnie dla CDU nie wystarczy współpraca z SPD i Zielonymi.
Wtedy chadecy mogliby rządzić jedynie, jeśli włączyliby do gry AfD lub Lewicę. Nie w koalicji, ale w inny sposób. Jednak CDU ma pe…
