Około jednej piątej zasobów ropy Wenezueli ma w przyszłości należeć do USA. Korzyści z tej umowy są dla Waszyngtonu oczywiste. Czy jednak porozumienie pomoże również zrujnowanej wenezuelskiej gospodarce?
W piątkowy wieczór prezydent USA Donald Trump ogłasza, że Stany Zjednoczone zapewniły sobie kontrolę nad dużymi zasobami ropy w Wenezueli. Tymczasowa prezydentka Wenezueli Delcy Rodríguez obiecuje, że jej kraj w zamian skorzysta długoterminowo — w postaci powstających miejsc pracy, inwestycji w infrastrukturę i wyższych dochodów państwa.
Niejasności w umowie
Wobec krytyków umowy Rodríguez podkreśla: „Wenezuela zachowuje prawo własności i suwerenność nad swoimi zasobami.” Wiele szczegółów porozumienia pozostaje jednak niejasnych, ponieważ umowa nie została upubliczniona.
Miasto Maracaibo przez długi czas żyło z wenezuelskiej ropy. Teraz ludzie zastanawiają się, co dalej.
Opinie ekspertów
Na ile Wenezuela na tym skorzysta i na ile będzie to zgodne z prawem, nie da się na tej podstawie ocenić, mówi wenezuelski ekonomista Manuel Sutherland. Do tej pory Trump i Rodríguez sprzeczają się w wielu istotnych kwestiach, na przykład co do czasu trwania umowy: „Trump mówi o 100 latach, Rodríguez o 25 latach”, mówi Sutherland.
Rodríguez twierdzi ponadto, że rezerwy ropy pozostają własnością Wenezueli. Trump natomiast mówi, że zwiększą one amerykańskie zasoby. „Wydaje mi się, że są to oświadczenia polityczne, które nie mają jeszcze solidnych podstaw technicznych”, mówi ekonomista.
Krytyka płynie także od byłego wenezuelskiego ministra planowania Ricardo Hausmanna, obecnie profesora na Harvardzie. Obecna prezydentka Wenezueli Rodríguez nie posiada ani legitymacji, ani konstytucyjnych uprawnień, by zobowiązać swój kraj do takiej umowy.
Demokratyczna przemiana w Wenezueli utknęła, a przyszłość kraju pozostaje niepewna.
