Josefina Aguirre i walka o rodzinny sklep spożywczy
Josefina Aguirre od prawie trzech dekad pomaga utrzymać działający w East Harlem sklep spożywczy, który jej imigranccy rodzice zbudowali od podstaw. Rodzinny biznes przetrwał gwałtowny wzrost czynszów, inflację, pandemię i przemiany w okolicy. Teraz Aguirre obawia się, że eksperyment burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego z miejskimi sklepami spożywczymi może okazać się ciosem, którego firma rodzinna nie przetrwa.
Aguirre jest jedną z właścicielek lokalnych sklepów, które wytoczyły pozew przeciwko Mamdaniemu w związku z jego planem otwarcia wspieranych przez miasto sklepów spożywczych we wszystkich pięciu dzielnicach. Burmistrz zapewnia, że sklepy te będą oferować ceny około 30% niższe niż porównywalni sprzedawcy. Miejscowi przedsiębiorcy twierdzą jednak, że konkurencja finansowana z pieniędzy podatników może zmusić prowadzone przez rodziny sklepy do zamknięcia.
„Kiedy usłyszeliśmy, że Mamdani otwiera sklep, gdzie ludzie będą oszczędzać 30%, przestraszyliśmy się, bo nie mamy środków, by konkurować” — mówiła Aguirre. „Nie boimy się konkurencji, nigdy się jej nie baliśmy. Ale gdy pojawia się sklep spożywczy w takiej formie, może nas to wykończyć.”
Jeden z proponowanych punktów ma powstać niedaleko La Marqueta — publicznego targu zaledwie dwa bloki od Little Mexico, sklepu, który rodzice Aguirre otworzyli. Miasto planuje wydać około 30 milionów dolarów na budowę tej lokalizacji, stawiając wspieranego przez podatników konkurenta praktycznie u progu sklepu Aguirre.
Dla pokoleń lokalne sklepy spożywcze rywalizowały między sobą oraz z sieciami supermarketów i dużymi dyskontami. Aguirre podkreśla, że ta walka jest inna, ponieważ miasto miałoby dotować konkurenta, na którego niezależne firmy nie są w stanie sobie pozwolić. „Jeśli sprzedaję cały kurczak za dziesięć dolarów, a on daje za siedem, ludzie kupią tego za siedem” — wyjaśniała. „Kto nie chce 30% zniżki?”
Stawka dla Aguirre jest większa niż utrata klientów. „Na tym spłacam hipotekę. Z tego opłacam naukę mojego dziecka. Robię to od ponad trzydziestu lat. Czy mam zaczynać od nowa inną karierę?” — pyta. Obawy Aguirre są sednem pozwu złożonego przez koalicję nowojorskich właścicieli sklepów, którzy podważają plan Mamdaniego wykorzystania funduszy publicznych do tworzenia sklepów, z którymi prywatne firmy nie będą realnie mogły konkurować.
Burmistrz zobowiązał się przeznaczyć siedemdziesiąt milionów dolarów na otwarcie pięciu miejskich sklepów, po jednym w każdej dzielnicy, twierdząc, że model ten obniży wydatki na żywność dla mieszkańców borykających się z rosnącymi kosztami. Sklepy miałyby działać na miejskich nieruchomościach bez płacenia czynszu ani podatków od nieruchomości — oszczędności, które według Mamdaniego pozwolą na niższe ceny.
Niezależni właściciele sklepów argumentują, że te same korzyści finansowane przez podatników stworzą nierówne warunki konkurencji dla firm takich jak Little Mexico. Inicjatywa Mamdaniego to także wczesny test jego szerszej wizji politycznej, stawiającej rządowe sklepy wprost przeciwko prywatnym przedsiębiorstwom w mieście od zawsze kojarzonym z kapitalizmem.
Dla Aguirre walka ma wymiar osobisty. „To, co zostawili nam rodzice” — mówi. „Smutno by było odejść.” Mimo strachu przed konsekwencjami nie zamierza rezygnować z biznesu, który jej rodzina budowała przez niemal trzy dekady. „Co się stanie potem? Następnym krokiem byłoby zamknięcie naszego sklepu, a tego nie chcemy. Jesteśmy tu od lat” — deklaruje. Biuro burmistrza nie odpowiedziało na prośbę o komentarz.
