Katherina Yevzerov Merison – żydowska sędzina przeciw izraelskiemu nacjonalistycznemu projektowi

Katherina Yevzerov Merison – Żydówka, która sprzeciwiła się izraelskiemu narodowemu marzeniu

Jedną z ważnych postaci w żydowskich anarchistycznych środowiskach mających wpływ na myślenie XX wieku była lekarka, publicystka i feministka Katherina Yevzerov Merison. Dzięki jej osobie można dostrzec, jak w grupie wychowanej w carskiej Rosji, naznaczonej pogromami, zaczęły się rodzić dyskusje o syjonizmie. Jak to godziło się z klasycznym hasłem „wojna klas, pokój między narodami”? Śledząc jej losy, badaczka Anna Remmets pokazuje napięcia i dylematy, które towarzyszyły tym rozmowom.

W książce Immigrants against the State. Yiddish and Italian Anarchism in America wspomina o żydowskich i włosko-pochodnych anarchistach aktywnych w Stanach Zjednoczonych pod koniec XIX i na początku XX wieku historyk Kenyon Zimmer. Po opuszczeniu Europy Wschodniej, dotkniętej pogromami i dyskryminacją, niektórzy żydowscy migranci zwrócili się ku syjonizmowi, który w tym okresie zaczynał kiełkować jako odpowiedź na długotrwałe prześladowania — silne państwo narodowe miało dać bezpieczeństwo. Dla większości anarchistów jednak własne państwo żydowskie nie było celem wartym walki; uważali je raczej za narzędzie kapitalizmu, przemocy i represji, które należało obalić na rzecz organizacji bezhierarchicznych.

Katherina Yevzerov Merison była jedną z tych migrantek: ginekolog, anarchistka i feministka. Pomimo imponującego życiorysu jej ślady w źródłach są skąpe. W pracy Zimmera pojawia się głównie mimochodem, obok bardziej znanych postaci takich jak Emma Goldman, Nicola Sacco czy Bartolomeo Vanzetti. Zimmer zwraca uwagę na dysproporcje płciowe w ruchu: choć na papierze większość anarchistów opowiadała się za równością kobiet i mężczyzn, w praktyce kobiety często były odsuwane na drugi plan i pełniły role „zaplecza”, choć istniały wyraziste wyjątki, takie jak Goldman. Poza krótką notką w Wikipedii i wzmiankami u Zimmera, w sieci krąży niewiele dodatkowych, w zasadzie pokrywających się opisów. Jedna z nielicznych obszerniejszych analiz znajduje się w tekście Anny Eleny Torres Horizons Blossom, Borders Vanish. Anarchism and Yiddish Literature — tekst ten jest jednak zamknięty za paywallem.

SOM-institutet – Arbetaren to nie „alternatywne media”

„Może istnieć bardzo konkretne zmartwienie. Czyli z czasem utrata grantów badawczych, jeśli wskaże się media powiązane z rządem.” Taki głos pojawia się w kontekście ankiety rozesłanej przez SOM-institutet przy Uniwersytecie w Göteborgu. Jedno z pytań brzmiało: „Z których z poniższych źródeł informacji korzystałeś przed wyborami parlamentarnymi?” Wśród możliwych odpowiedzi znalazły się kategorie „tradycyjne media informacyjne (TV, radio, gazeta)” oraz „alternatywne media informacyjne (np. Riks, Flamman, Arbetaren, Samnytt)”. Wywołało to oburzenie czytelników i redaktorów — nikt nie chce, by ich pismo zostało zrównane z „mediami alternatywnymi”. Pojęcie „alternatywne media” samo w sobie jest nieostre, ale w powszechnym rozumieniu od lat bywa powiązane z rasizmem, dezinformacją i teoriami spiskowymi.

Znacznie poważniejszym zarzutem wobec ankiety jest umieszczenie w tej samej kategorii Samnytt — serwisu, który opuścił system etyki medialnej. System etyki medialnej polega na dobrowolnym przystąpieniu mediów do wspólnych zasad mających ograniczać rażące błędy i bezpodstawne narażanie prywatności. Gdy Samnytt wystąpił z systemu, jego argument brzmiał mniej więcej: „system jest używany przez »etabliszment«, by oczerniać konkurencję”. Dla kontekstu: Samnytt to serwis informacyjny utworzony jako następca bloga Avpixlat, mający wyraźne powiązania ze Sverigedemokraterna. Podobne powiązania wykazuje kanał Riks, uruchomiony przez SD. Pozostałe przykłady w ankiecie to Arbetaren i Flamman. Flamman określa się jako niezależny pismo socjalistyczne; jego korzenie sięgają początku XX wieku, choć właściciele i profil redakcyjny zmieniały się. To ugruntowane medium, które jest częścią systemu etyki medialnej — podobnie jak Arbetaren. Arbetaren może się poszczycić nieprzerwaną historią od początku XX wieku. Jego misją była i jest nagłaśnianie ludzi i ruchów stojących z dala od korytarzy władzy. Pismo ma świeckie, wolnościowe korzenie socjalistyczne i nie jest partiotyczne. Jednocześnie przez dziesięciolecia było ważną częścią debaty publicznej, poruszając tematy, które później zyskały szerokie zainteresowanie: od zagrożenia faszyzmem po kryzys klimatyczny.

Czy to fałszywa równowaga i lęk przed konsekwencjami? Rozumiem złość czytelników Arbetaren. Redakcja zwróciła się do SOM-institutet z prośbą o wyjaśnienia, jak definiowano „alternatywne media” i jak dokonano wyboru przykładów. Powstaje też oczywiste pytanie: dlaczego Arbetaren i Flamman nie mogłyby być zaklasyfikowane jako „tradycyjne media informacyjne”? Możliwe, że autorzy ankiety kierowali się obawą przed krytyką i chcieli uniknąć oskarżeń o brak równowagi — co prowadzi do zjawiska określanego jako „fałszywa równowaga” w mediach: dawaniu równego czasu stronom, chociaż tylko jedna ma oparcie w faktach. By osiągnąć „balans” w pytaniu o skrajne prawicowe media, wprowadzono też media widziane jako „lewicowe”. W kontekście wyborów parlamentarnych można zrozumieć, że do zestawu włączono Arbetaren — pismo, które relacjonowało wybory z unikalnej, pozaparlamentarnej perspektywy i odnotowało duży zasięg w niektórych projektach redakcyjnych. Ale czemu tak bardzo bali się krytyki? Bardziej namacalny powód to obawa przed utratą finansowania badawczego, jeśli badacze „wskazywaliby” media powiązane z rządem. Teraz, gdy mamy zmianę władzy, być może akademicy odetchają z ulgą.

Donosy i spory w mediach, reakcje publiczne

W cyklu bieżących relacji znalazły się także inne teksty i komentarze: krytyka wobec publicznego nadawcy, apel o odwołanie celebrytów z anteny, wspomnienia o rocznicach wojennych i o znaczeniu odważnych mediów, a ponadto poruszające dane o wzroście zgłoszeń dotyczących przemocy i gróźb w szkołach.

Wzrost liczby zgłoszeń o groźbach i przemocy w szkołach Nowe statystyki od Arbetsmiljöverket wskazują na gwałtowny wzrost liczby zgłoszeń dotyczących zagrożeń i przemocy w szkołach. Najczęściej ofiarami są nauczyciele. W cieniu niedawnych tragicznych ataków w szkołach problem nasilił się: liczba zgłoszeń wzrosła z poziomu kilkuset do ponad tysiąca rocznie, a w ostatnim analizowanym okresie wpłynęło ich znacznie ponad osiemset tylko w jednym roku. Większość dotyczy zagrożeń lub aktów przemocy ze strony uczniów wobec nauczycieli i personelu szkoły. Badaczka Ilse Hakvoort z Uniwersytetu w Göteborgu, która analizowała narażenie nauczycieli na przemoc i groźby, podkreśla, że problem różni się między placówkami, ale wspólnym mianownikiem jest nakład wielu czynników: uczniowie przejawiający silne zachowania dysfunkcyjne, konsolidacja szkół i mniejsze zasoby. Arbetsmiljöverket informuje, że przeprowadził inspekcje w ponad tysiącu szkół podstawowych i ponad tysiącem szkół średnich i stwierdził, że trzy czwarte z nich ma braki w zapobieganiu ryzyku narażenia personelu. Projekt menedżerski inspekcji podkreśla, że nikt nie powinien chorować ani doznawać obrażeń wskutek pracy, a brak priorytetowego traktowania kwestii bezpieczeństwa jest niezgodny z obowiązującymi przepisami. Nie jest jeszcze pewne, czy wzrost liczby zgłoszeń wynika ze zmiany sposobu raportowania, czy też rzeczywistej eskalacji liczby incydentów, ale władze oceniają, że zdarzenia te stanowią poważne ryzyko dla warunków pracy w szkołach.

Lokalne reakcje wyborcze: reportaż z centrum handlowego

W tekście reporterskim redakcja odwiedzała jedno centrum handlowe w wielkomiejskim suburbiu, pytając przechodniów o reakcje na wyniki wyborów. Rozmawiano z osobami o różnym pochodzeniu i poglądach: młoda migracja z Afganistanu opowiadała o pragnieniu rozwoju i stabilności, inna rozmówczyni z lewicowym nastawieniem wyrażała obawy o napiętą kampanię, a nastolatek wskazywał na kwestie ekonomiczne jako podstawę swego wyboru. W tej samej okolicy partie lewicowe osiągnęły bardzo dobre wyniki w wielu okręgach, choć ugrupowania konserwatywne i prawicowe także utrzymują znaczące poparcie w niektórych okręgach. Wyborcy opowiadali o codziennych troskach: długich kolejkach w służbie zdrowia, osobistych obawach związanych z bezpieczeństwem czy przekonaniu, że prawo i porządek powinny być przestrzegane, niezależnie od pochodzenia. Dla niektórych wybór był pragmatyczny: „to najmniejsze zło”, dla innych — wyraz nadziei na zmiany.

Komentarze po wyborach: brak lewicowego rządu w zasięgu?

W analizach komentatorzy oceniali, że choć porażka rządzącej koalicji była odczuwana jako ulga przez część społeczeństwa, sam wynik opozycji nie musi oznaczać spektakularnego zwrotu w lewo. Najbardziej prawdopodobne, że największa siła opozycyjna będzie próbowała szerokiego porozumienia z wieloma partnerami poza skrajną lewicą, co zdaniem niektórych komentatorów nie wróży szybkiej i głębokiej transformacji politycznej. Wskazuje się także, że realne zmiany często wynikają z działań społecznych spoza parlamentu, a nie jedynie z manewrów partyjnych w parlamencie.

Reakcje na rządy i perspektywy

W ocenach politycznych pojawia się krytyka poprzedniej koalicji rządzącej: jej polityka miała negatywne skutki społeczne, upowszechniła retorykę rasistowską i osłabiła niektóre mechanizmy państwa prawa. Nawet jeśli zmiana rządu daje wytchnienie, zdaniem części publicystów to za mało: oczekiwania wobec opozycji są wysokie, a jej niektóre decyzje i posunięcia dotąd wskazują, że rzeczywista zmiana kursu może być ograniczona. Zauważano także, że brak przełomu lewicowego oznacza konieczność kontynuowania działań społecznych poza instytucjami parlamentarnymi.

Podsumowanie

W bieżącym zbiorze tekstów przewijają się tematy historyczne, problematyka mediów i etyki, kwestie bezpieczeństwa w szkołach oraz relacje z miejsc, gdzie wyborcy komentują swoje obawy i nadzieje. W tle tych opowieści, wątki historyczne dotyczące takich postaci jak Katherina Yevzerov Merison przypominają, że debaty o przynależności, państwie i emancypacji mają długą i złożoną historię. Równocześnie współczesne spory o to, co nazwać „alternatywnym” w przestrzeni medialnej, oraz rosnące wyzwania dla instytucji publicznych — jak bezpieczeństwo w szkołach czy dostęp do opieki zdrowotnej — pokazują, że dyskusje o demokracji, odpowiedzialności i solidarności pozostają niezmiernie aktualne.