Recenzja „Dalliance” to rzadkie dramatyczne dzieło, które zachwyca pięknym stylem pisania, sprawiając, że od razu stajesz się jego oddanym widzem. Wspaniały australijski serial z udziałem Hugo Weavinga opowiada o starych przyjaciołach po sześćdziesiątce, oferując widzom zarówno śmiech, jak i wzruszenia.
Odważne narracje w telewizji
„Dalliance” kontynuuje odważne wyprawy telewizji w nieznane narracyjne tereny. Po raz pierwszy w historii medium zaczęto eksplorować kobiece historie, angażując autorki, reżyserki i bohaterki, co miało miejsce w latach po aferze Weinstein. W rezultacie nietykalne postacie zaczęły się przewracać, a inwestorzy musieli szukać schronienia u tych, którzy nie mieli problematycznej przeszłości.
Okazało się, że kobiety nie były tak nudne, jak wcześniej sądzono. Często potrafiły stworzyć interesujące, inteligentne i zabawne programy, a czasem łączyły te cechy w jednym dziele. To skłoniło decydentów do rozważenia, czy wiek mógłby być nowym, nieodkrytym terytorium, które warto eksplorować.
Wspaniała obsada i emocjonalna głębia
„Dalliance” dołącza do znamienitego grona seriali, takich jak „The Split” czy „Last Tango in Halifax”. Jest to sześcioczęściowy serial, pięknie napisany przez Pip Karmel, Chrisa Lee, Liz Doran i Jocka Seronga, a wyreżyserowany z należytą subtelnością przez Emmę Jackon i Matta Saville’a.
W rolę pogodnego emerytowanego kamerzysty Billy’ego wciela się Hugo Weaving. To on staje się katalizatorem spotkania dawnych przyjaciół, którzy, wszyscy po sześćdziesiątce, oferują widzom ucztę wątków, na przemian zabawnych i łamiących serce. Całość przesycona jest bezceremonialnością i szczerością, co sprawia, że od razu stajesz się oddany całemu przedsięwzięciu.
Dani (Heather Mitchell) spotyka Billy’ego po raz pierwszy, gdy ten musi schować się pod jednym ze stołów, które obsługuje na promie podczas regat w porcie w Sydney. Mężczyzna znika, a ich spotkanie zapoczątkowuje szereg emocjonujących wydarzeń.





