Bel review to potężna siła życiowa i przejmująca nieobecność skrzywdzonej singer-songwriterki. Beldina Odenyo przetopiła ból wygnania, straty i rasizmu w muzykę jako Heir of the Cursed przed swoją śmiercią w 2021 roku, co ukazuje ten uważny hołd.
Zamiast artystki w kabinie, samotny wzmacniacz odtwarza muzykę Beldiny Odenyo dla skupiska mikrofonów, które rejestrują ją podczas pośmiertnego nagrywania jej debiutanckiego albumu. To przejmujące ujęcie nieobecności i obecności jest sercem filmu dokumentalnego Louise Lockwood, który godnie bada chorobę psychiczną, która doprowadziła Odenyo do samobójstwa w listopadzie 2021 roku oraz jej źródła: wygnanie, strata i rasizm.
Droga do uznania
Występując pod pseudonimem Heir of the Cursed, co jest tłumaczeniem imienia Tetela zamordowanego kongijskiego przywódcy Patrice’a Lumumby, Odenyo na przełomie 2021 roku stała na progu większego uznania po udanym występie w Usher Hall w Edynburgu. Jednak przytłoczona kolejnymi lockdownami związanymi z Covid, 31-letnia artystka wyraźnie jest chora w niepokojącym wywiadzie za kulisami.
Kręcąc się niezręcznie, monosylabiczna, zdaje się cofać do niewerbalnego stanu szoku, w jakim przybyła do hrabstwa Dumfries z Kenii jako małe dziecko. Film Lockwood gra tak, jakby Orfeusz był tym, który został wyciągnięty z podziemi.
Trauma i siła życiowa
Oprócz zebrania demówek Odenyo w ukończony album, jej przyrodnia siostra Leah próbuje odtworzyć rodzeństwo, jej traumy i jej siłę życiową. Oderwanie od Kenii i matki, która później zmarła przedwcześnie, ewidentnie leży u podstaw tego wszystkiego.
Nękania i brutalne fizyczne napaści, w tym podpalanie, których doświadczyła we wsi Kirkconnell i pobliskim Dumfries, pogłębiły ranę – podobnie jak utrata innej siostry na białaczkę. Mogła być muzykiem z urodzenia, ale konieczność przetworzenia tego bólu uczyniła Odenyo podwójnie silną; jej skowyt w wysokim rejestrze przywodzi na myśl PJ Harvey, ale często zanurza się też w rodzaju złowrogiego drżenia, które kiedyś miała Nina Simone.





